Pieskie życie w rozmiarze XS

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda świat z perspektywy psa wielkości Chihuahua? Czy zwykły nieskoszony trawnik pod blokiem nie jest swego rodzaju dżunglą dla psa tej wielkości? Czy zdarza się tak, że nie szanujemy małych psów? Mały pies = małe zęby = mały problem. Szczekający na rowerzystę York robi nieco inne wrażenie, niż szczekający owczarek niemiecki. Czy powód owego szczekania, czy pogoni za rowerzystą jest inny z perspektywy psa rozmiaru XS i XL?

Coś o czym mam wrażenie ciągle zapominamy, to fakt, że pies w rozmiarze XS jest dalej psem. Ma takie same potrzeby jak każdy inny pies. Rasowy, czy nie rasowy. Mały, czy duży. Pies to pies. Drapieżnik.

Przez ostatnich kilka dni miałam możliwość obserwowania psów i ich właścicieli podczas weekendowych spacerów po parku. Czasem szła cała rodzina, czasem sam właściciel z psem. Większość psów była niewielkich rozmiarów. Były mieszańce, kilkanaście yorkshire terierów, Chihuahuy, maltańczyki, pudle miniaturowe, cairn terier, west highland white terier, jack russell terier, papillon i inne.

Większość psów szła na automatycznych smyczach typu flexi. Domyślam się dlaczego właściciele kupują smycze tego typu. Przy psach tak niewielkich rozmiarów wygodniej jest jak smycz jest długa, nie ciągnie się za psem po brudnym mokrym chodniku, jest lekka. Pies przy tego rodzaju smyczy teoretycznie powinien mieć więcej swobody, więcej możliwości na eksplorowanie środowiska. Niestety tylko teoretycznie… To co widziałam w ten weekend było smutne. Były to maleńkie psy, w wielkim świecie. W samym centrum miejskiej dżungli. Większość z nich była ciągnięta przez swoich właścicieli na automatycznych smyczach. Smycz była w 99 % przypadków przypięta do obróżek psiaków. Ciągle napięta. Przypięta do maleńkich obróżek, sprawiająca, że psy mają wrażenie stałego ciągnięcia ich ku górze. A mimo to nie było to najgorsze, co zobaczyłam.

York, szkolenie,

Do parku na niedzielny spacer wybrała się cała rodzina. Mama, tata, ich ok. 8 letni syn i pies, młody samiec Yorka. Pies miał założone wygodne szelki, do nich przypięta była automatyczna smycz. To był jedyny pies w szelkach jakiego widziałam w weekend. Dumny tata prowadził psa na smyczy. Nie zwracał on jednak uwagi na potrzeby swojego pupila. Skupiony był na rozmowie z żoną i synem. Trzymał w dłoni plastykową rączkę od smyczy do której był przyczepiony psiak. Park był bardzo duży. Dużo przestrzeni, szerokie alejki, mało ludzi. Pomimo tego mały York szedł na zblokowanej smyczy. Po co w takim razie automatyczna, wyciągana długa smycz? Pies nie miał możliwości zapoznania się z zapachami, czy  rodzina podążała przed siebie, czy też stała w miejscu zastanawiając się w którym kierunku iść. Za każdym razem jak pies zaczynał coś wąchać, był szarpany – bo przecież trzeba iść do przodu! Zastanawiam się dlaczego, właściciel nie odblokował smyczy i pies po prostu by chwilkę z tyłu został, a miałby czas na zapoznanie się z zapachem. Co mnie rozbroiło totalnie, to widok całej rodziny stojącej w miejscu. Pies też miał po prostu stać. I to nie byle jak stać, ale kilka cm od nogi swojego opiekuna. Za każdym razem jak młody York próbował odejść kawałek i coś powąchać, był podciągany do góry na smyczy. Za każdym razem jak obniżał głowę, by powąchać podłoże, był podciągany do góry. Przecież taki spacer nie ma sensu!!! Pies nie miał możliwości załatwienia swoich potrzeb fizjologicznych! Bo niby w biegu miał sikać? Na szczęście psa, w połowie parku został odpięty ze smyczy. Wtedy miał możliwość hasania i eksplorowania otoczenia. Oczywiście za każdym razem, gdy się zatrzymywał by coś powąchać, gdy zostawał z tyłu był przywoływany przez swojego właściciela. Na szczęście psiak był mądrzejszy niż jego ludzie. Konsekwentnie załatwiał swoje jakże ważne psie potrzeby, ignorując przywołanie właściciela za każdym razem.

W drodze do parku widziałam bardzo wysoką panią z maleńką suczką rasy Chihuahua. Do różowej obroży suni przypięta była smycz flexi. Pani podążała nieustannie w wyznaczonym przez siebie kierunku. Smycz nie była zablokowana, wydłużała się i skracała w tempie nadanym przez właścicielkę. W pewnym momencie suczka czymś się zaniepokoiła. Zatrzymała się, a chwilę później zaczęła obszczekiwać coś, co ją najwyraźniej bardzo przestraszyło. Właścicielka psa nie zatrzymała się nawet na chwilę. Zignorowała zachowanie psa, co oczywiście nie pomogło suni, bo była coraz bardziej przerażona i co gorsza zostawiona sama sobie ze straszydłem. Żal mi się zrobiło tej małej suni. Tak niewielkich rozmiarów pies, musi w samotności stawiać czoło wyzwaniom jakie niesie ze sobą życie w mieście. Czyż to nie jest przerażające? W pewnym momencie smycz się skończyła. Szarpnięcie było z taką siłą, że przeniosło suczkę ok. 1,5 metra do przodu. Sunia nie przestawała szczekać, ale już biegła za swoją panią – pewnie nie pierwszy raz została tak mocno szarpnięta. W pewnym momencie zatrzymała się i zaczęła się dusić. Charczała, chrząkała. I znowu smycz się skończyła… Razem na spacerze, ale osobno.

Nie jest proste opiekowaniem się tak małym psem. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że pies to nie zabawka mimo, iż jest rozmiarów zabawki! Przecież czuje ból, czuje strach tak samo jak każdy inny większy pies. Jak już wspomniałam wcześniej ma takie same potrzeby jak duże czy średnie psy. Potrzebuje eksplorować środowisko, potrzebuje jeść i wydalać, potrzebuje zabawy i czułości. Ma także prawo odmówić kontaktu fizycznego, gdy w danym momencie nie ma na to ochoty. Niestety, wielu właścicieli ignoruje, te odmowy. Nawet gdy pies używa agresywnej komunikacji by wyrazić swój strach lub niechęć jest często lekceważony przez człowieka. To niezmiernie ważne, by w takich sytuacjach właściciel zadbał o dobre samopoczucie swojego pupila i np. poprosił ludzi o więcej przestrzeni dla swojego psa.

Czy zastanawialiście się kiedyś jak by wyglądało wasze życie, gdyby po świecie chodziły 10 metrowe olbrzymy? Tak właśnie czuje się malutki pies. NIE PIESEK, ALE PIES! Następnym razem, gdy spotkacie takiego maluszka zadbajcie o jego komfort psychiczny i fizyczny. Uszanujcie go. To żywe stworzenie, które moim zdaniem nie ma łatwego życia z uwagi na swoje niewielkie rozmiary.

Ewa Zabieglińska